#33 Oddychaj

Nawet nie zauważamy. Robimy to mimowolnie. Automatycznie. Bo bez oddechu nie potrafilibyśmy żyć. Nie moglibyśmy funkcjonować. A mimo to sami się czasem dusimy. Podduszamy. Samych siebie chcemy pozbawić tlenu. Przejawia się to różnie. Bo albo ktoś wypełnia płuca nadmiarem powietrza i chce jeszcze i jeszcze i jeszcze zapominając o wydechu. Albo ma tak nikły oddech, że przestaje otwierać usta. Ludzie są skrajni. Każdy to wie. I każdy choć raz w swoim życiu przekroczył granicę, żeby zaraz przekroczyć kolejną. Bierzemy na siebie za dużo. Robimy wszystko, wszędzie nas pełno. Tu. Tam. Wszystko widzimy. Wszystkiego doświadczamy. We wszystkim bierzemy udział. Chwalebne. Ale gdzie tutaj miejsce na oddech? Czemu dusimy się obowiązkami i gubimy w ten sposób siebie? Nie wiem. I nie rozumiem dlaczego popadamy zaraz w skrajność i z nadmiaru powietrza tworzy się jego brak. Gdy zdajesz sobie sprawę jak bardzo Cię to przerosło. Gdy czujesz, że już nie potrafisz normalnie żyć. I nie masz już sił, aby wziąć wdech i wydech. Wtedy przestajesz próbować. Przestajesz czuć swoją wartość i moc. Nie ma Cię. Powolutku odcinasz tlen. I to jest głupota max. Człowiek nie potrafi stanąć pośrodku. Wdech, wydech, wdech, wydech. To nie jest wcale trudne. Dasz radę. Tylko chciej. Chciej żyć. Swobodnie.

Dodaj komentarz