Miłość.

Mam wrażenie, że choćbyśmy wszystko w życiu przeżyli, to nigdy nie dowiemy się wszystkiego o miłości. Nigdy nie zrozumiemy skąd się bierze. Mistrz święty Paweł już o tym napisał wystarczająco dobrze. Ja chcę napisać o tym, czego dziś doświadczyłam indywidualnie. A doświadczyłam dziś miłości. Oczywiście mam ją od ludzi na co dzień i jestem za to wdzięczna. Ale dziś poczułam jakby mi się w sercu zrobiło mieszkanko dla jeszcze jednej osóbki. Trochę już je wcześniej przygotowywałam, ale dopiero dziś Hania chyba na dobre się tam wprowadziła. Chcę Wam opowiedzieć o miłości, która wzięła się znikąd. W naszej rodzinie pojawił się malutki cud. I wiecie co? Człowiek się pojawia i mimo, że nic cię z nim nie łączy- kochasz go. Bo po prostu jest. Staje się częścią twojej historii. Patrzysz na niego i kochasz. Kochasz to bezbronne ciałko dzisiaj i kochasz je już na przyszłość. Bo kochasz to,  kim jest teraz i kim będzie kiedyś. Hania na pewno wleje w nas hektolitry dobra, radości, siły i wiary. Ale dziś uczy miłości. Takiej miłości, która PO PROSTU JEST. Która PO PROSTU SIĘ DZIEJE. I do takiej miłości powołuje nas Pan Bóg. Takich by nas chciał. Kochających siebie nawzajem. Bez powodu. Bez przyczyny. Z resztą.. mamy stać się jak dzieci. A dzieci ufają i przytulają się do serca. Płaczą ze strachu, boją się, ale ufają. Bezgranicznie. Zaczyna się Adwent. Niech ta ufna miłość się rodzi.

Opublikowany w Blog

2 myśli na temat “Miłość.

Dodaj komentarz