Zadomowiona

Gdyby ktoś z Was zapytał mnie jak to się stało, że dzisiaj jestem jaka jestem, odpowiedź byłaby prosta. Gdyby ktoś z Was zapytał mnie, kim lub jaka chciałabym być jak dorosnę, odpowiedź również byłaby prosta. Na pytanie o to, co dawało mi ukojenie i wzruszało przez ostatnie kilka lat, odpowiedź znów by się powtórzyła.

Domowe melodie. Zespół, który ni stąd ni zowąd któregoś dnia po prostu pojawił się w moim domu. W moim pokoju. W moich uszach i zaraz w sercu. Dzisiaj wiążę z nimi najpiękniejszy czas w moim życiu. Bo to taki czas wypracowany samemu. Nikt w nim nie uczestniczył, nikt nie wytyczał mi ścieżek. Wszyscy tylko się mogli przyglądać i czasem pojawić na drodze. Jucho, to chyba najwrażliwsza, najczystsza i najprostsza osoba, którą zaprosiłam do swojej głowy. Mało jej w mediach, praktycznie wcale, nikt nie wie kim jest, jaka jest. Ale każdy może posłuchać pierwszej lepszej piosenki i nagle staje przed nim kobieta tak kobieca jak nie śniło się nawet jej. I to zaczęło się jakieś 5 lat temu.. miłość do samej siebie. Miłość do tego, że mogę być wrażliwa i to jest moją siłą. Miłość do tego, że jestem cicha i się nie wychylam. Miłość do tego, że nie muszę wskakiwać ludziom do gardeł, wolę do serc. Ale najważniejszy jest fakt, że przyjęłam siebie jako kogoś kogo lubię za to, jaki jest. Trochę to skomplikowane, ale mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. Piosenki domowych melodii są ze mną od pierwszej nutki. To one mnie przytulały po nieudanych relacjach, to one dodawały otuchy, nadziei. One wyciągały rękę, kiedy wszyscy trzymali swoje w kieszeniach. One mnie rozśmieszały i pozwalały na wygłupy. To piosenki domowych melodii śpiewam przy sprzątaniu mieszkania i zmywaniu naczyń. To piosenki domowych melodii cytuję kiedy się zakochuję i ich piosenki śpiewam kiedy chcę by ktoś zakochał się we mnie. I tutaj się zatrzymam, bo mogłabym tak wymieniać do jutra. Rok temu zespół ogłosił roczną przerwę a niedawno ogłosił koniec istnienia (co chyba jest niewykonalne, bo zabiorę ich muzykę razem ze sobą do nieba). Było mi przykro. Pomyślałam, że nic mnie już nie będzie wzruszać. I bardzo się myliłam! To oni mnie na te wzruszenia otworzyli! Jeju.. może to głupio brzmi, ale ja naprawdę im wiele zawdzięczam. Może nie im, tak osobowo. Ale tym wszystkim refleksjom i emocjom, które we mnie zostawili.

“Nutny pamiętnik” otworzył mi  oczy na to, że nie mogę się bać swojej wrażliwości. Nie mogę się wstydzić tego, że piszę wiersze. Tego, że płaczę i nie radzę sobie z życiem. Tego, że nie umiem jeszcze bezgranicznie pokochać i tego, że bardzo chciałabym umieć. Każdy dzień jest częścią naszej historii. Nikomu i niczemu nie pozwólmy jej sobie układać. I mam w głowie takie marzonko, że siedzę sobie w pięknym, ciepłym domu, w czerwonej sukience, wokół moje dzieci, obok mąż z gitarą lub przy pianinie i śpiewamy sobie piosenki domowych melodii. A jak nie to sobie sama będę śpiewać i też będę szczęśliwa. Polecam!

A ja znów się wzruszając przytulam “Rycerza” i “Miłosną”do serca.

Opublikowany w Blog

5 myśli na temat “Zadomowiona

  1. Domowe melodie to faktycznie cud 💗 Ale Twoja wrażliwość i to, jaka wypływasz z tych słów, jest równie niezwykłe. Trzymaj się ciepło 💝

Dodaj komentarz