Myśli

365/365

Dobiega końca 2019 rok. Rok szczególny. Chociaż, szczerze mówiąc każdy poprzedni i każdy następny mogę nazwać szczególnym. Razem ze zmieniającą się cyferką coś się w moim życiu zmienia. To wcale nie jest zwykły sylwestrowy wieczór i to wcale nie jest rok jak każdy inny.

Kiedy spojrzę na siebie sprzed roku zobaczę przestraszoną dziewczynę, która zgubiła gdzieś wiarę w siebie, poczucie własnej wartości, dziewczynę, która pragnie miłości a równocześnie tak bardzo się jej boi, zobaczę kogoś kto cały czas czegoś szuka zamiast doceniać to co ma. A dzisiaj? Jak na siebie patrzę? Wciąż nie jestem idealna, nadal do końca siebie nie znam… ale jestem starsza. I nie chodzi mi o to, że zaraz stuknie mi 22 lata. Po prostu jestem starsza o te wszystkie doświadczenia. Niby nie wydarzyło się nic wielkiego, a tak naprawdę zmieniło się wszystko.

Szukanie i znajdowanie.

Nie umiem określić tych 365 dni jednym słowem, ale dwoma już tak. Wiele szukałam i wiele znalazłam. Przede wszystkim szukałam siebie. Mam wrażenie, że stan, który mi towarzyszy powinnam przechodzić w gimnazjum, ale z jakiegoś powodu dopiero teraz szukam kim i jaka jestem. Rok 2019 bardzo mi w tym pomógł wartościując wiele sfer mojego życia i ćwicząc moją osobowość. Wciąż nie wiem jaka jestem tak w stu procentach, wciąż nie wiem jaka mam być, co lubić, czym się zachwycać… ale powoli się tego uczę i odnajduję. To nie jest tak, że chcę siebie wymyślić czy coś udawać. Nie, po prostu chcę być samą sobą, taką najlepszą swoją wersją. To nic, jeśli okaże się, że nie jestem super unikatowa i moja osobowość nie błyszczy na tle innych. Chyba wolę żyć w zgodzie z samą sobą i nie chcę narzucać na siebie ram i ograniczeń, które wbijają się w plecy i są szalenie niewygodne. Przez calutki 2018 rok szukałam miłości, którą próbowałam poskładać z rozsypanych wszędzie kawałeczków, a na początku 2019 roku, kiedy już odpuściłam i tak po ludzku potrzebowałam wsparcia i dobra, a nie czekoladek i kwiatów pojawił się ratunek. I to właśnie ta miłość nauczyła mnie w tym roku najwięcej i wciąż będzie uczyć. Taka miłość wymagająca, kiedy bierzesz odpowiedzialność i jesteś wierny, mimo słabości czy przeciwności. Miłość, która potrzebuje codziennego pielęgnowania a nie półśrodków. Taka miłość niełatwa, ale ubogacająca. Uskrzydlająca.

Nigdy nie wiesz kiedy kogoś zabraknie.

Ten rok pokazał mi, że o relacje warto walczyć. Dbać o ludzi, których kochasz. Słać im dobro. Być. Czasem to trudne, ale zrozumiałam jakie to ważne i zrozumiałam jak bardzo to lubię. Takie chwile z rodziną, kiedy nigdzie się nie śpieszymy, rozmowy z przyjaciółmi kiedy trzeba zaparzyć kolejną herbatę, niespodziewane odwiedziny, wspólne gotowanie, pieczenie, picie kawy, przypadkowe spotkania na ulicy, nieplanowane pytanie “a co u Ciebie?”, uśmiech na korytarzu, “miłego dnia!”. Lubię nigdzie nie pędzić i ten czas oddawać ludziom. Choć nie zawsze mam na to ochotę. Ale zawsze ciepło myślę o tych, którzy tak wiele wnoszą do mojego życia nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Bo drugi człowiek oddaje dobro w nadmiarze.

Porażki i błędy.

2019 rok to też porażki. Czy możemy im jakoś zapobiec? W większości przypadków tak, ale chyba nie zawsze warto. Konsekwencje uczą odpowiedzialności. Nie zawsze twoje wybory będą dobre. Ale zawsze niosą ze sobą naukę. I zaczęłam to w tym roku doceniać. Mam swoje życie na własność, nawet jeśli się nim dzielę to wciąż należy do mnie. Wszystko co robię ma jakiś sens, coś do mojego życia wnosi. Muszę to doceniać, bo biegu wydarzeń nie da się cofnąć. Na szczęście.

Odliczanko.

Czego jeszcze nauczyło mnie minione 365 dni? Wpadłam na pomysł, aby na swoim instagramie codziennie publikować relację. Wychodziło mi raz lepiej, raz gorzej, miało zwolenników i przeciwników, ale lubiłam to. Dlaczego? Bo nauczyłam się trzech rzeczy. Po pierwsze zaczęłam doceniać drobiazgi, krótkie momenty życia, ale też moc 24 godzin, które są mi dane. Po drugie zobaczyłam kto jest dla mnie ważny i z kim chcę tworzyć wspomnienia. A po trzecie ćwiczyłam swoją kreatywność. Może to słabe wnioski, ale dla mnie ważne. Codzienne uświadamianie sobie, że Bóg dał mi kolejny dzień. Ale też czasem żal, że nie skorzystałam z tego daru.

Bóg.

No właśnie. Bóg. To następny bohater 2019 roku. Walczę o taką prawdziwą i bezgraniczną więź z Nim, i wciąż mi nie wychodzi. Ale czy to powód żeby przestać? No nie. Bo On codziennie mi szepcze do ucha, że darzy mnie wieczną miłością i to wszystko co mogę zobaczyć, poczuć i dotknąć jest właśnie od Niego. Chciałabym być Mu za to wdzięczna każdego dnia i zawsze biec w Jego objęcia, czy szczęśliwa czy smutna. Ale wiecie co jest w Nim najfajniejsze? Że ciągle czeka i za każdym razem kiedy w końcu Go odwiedzę wita mnie z otwartymi ramionami.

Wkraczam w 2020 rok z bagażem doświadczeń, ale to wcale nie oznacza, że nie mam gdzie upchnąć kolejnych. Czekam na nie. Bo gdzieś tam w sercu czuję, że to będzie ważny rok. Nie musi być ani lepszy, ani gorszy, niech będzie po prostu taki jaki ma być.

 

Życzę sobie i Wam, abyśmy nie bali się szukania samych siebie ani popełniania błędów. Abyśmy byli
po stokroć wdzięczni za każdą osobę, która nas kocha, lubi, szanuje, za całe dobro które otrzymujemy,
za każdy dzień, za porażki i nauczki. Bądźmy sobą i ufajmy sobie samym, ale też ludziom. Kochajmy
i bądźmy dla innych. Cieszmy się swoim życiem i mądrze nim kierujmy. Wierzmy Bogu.

Amen!

 

 

 

PS- aaa no i ścięłam włosy, szok!

 

6 thoughts on “365/365

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *